sobota, 31 sierpnia 2013

2.

Siedziałam na trawniku z Basterem przez całą godzinę.Nadal nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje.O wyznaczonej godzinie usłyszałam głos mojej przyjaciółki, która stała za bramką i przyglądała mi sie z uśmiechem.
-Idziesz?Czy bawisz sie z psem?-zawołała.Szybko wstałam i cicho pożegnałam sie ze zwierzętami.Podbiegłam do bramki i wyszłam z mojego podwórka.Przytuliłam sie na powitanie z Agnes i ruszyłyśmy przed siebie.
-To co robimy?-Spytała po chwili.
-Pójdziesz gdzieś ze mną?-spytałam.Agnes tylko pokiwała głową.Szliśmy rozmawiając na różne tematy.W końcu dotarliśmy do tego miejsca.Owym miejscem była  budka stojąca w środku miasta.Hmm nie, nie budka.To taki jakby jeden pokój, jedno pomieszczenie.Był to punkt informacyjny.Agnes spojrzała na mnie pytająco, ale nic nie powiedziała.Przez godzinę spędzą ze zwierzętami w głowie kształtował mi sie pewnien  pomysł.Teraz musiałam sie troche o nim dowiedzieć.Weszłyśmy do pomieszczenia.Młody mężczyzna, który siedział za biurkiem spojrzał na nas z uśmiechem.
-Dzień dobry-przywitałyśmy sie równocześnie.
-Dzień dobry dziewczynki siadajcie-wskazał ręką dwa krzesła.Szybko na nie usiedliśmy.Mężczyzna spojrzał sie na nas pytająco.
-Więc...chcecie sie czegoś dowiedzieć?-spytał po chwili ciszy.Przekręciłam sie na krześle i przytaknęłam głową.
-Czy pan też ma informacje o zwierzętach?-spytałam patrząc na swoje stopy.
-O zwierzętach?Tak mam.A jakie was interesują?-spytał wpisując coś w komputerze.Przełknęłam cicho ślinę.
-Wilkory-odpowiedziałam podnosząc wzrok.Mężczyzna był trochę zdziwiony.
-Wilkory?Ale co chcecie o nich wiedzieć?I w ogóle po co wam takie informacje?-spytał podejrzliwie patrząc to na mnie to na Agnes.Spojrzałam przelotnie na nią a ta ledwie widzialnie skinęła głową co miało oznaczać, że będzie przytakiwać na wszystko co powiem.Jeny jak dobrze że umiemy porozumiewać sie bez słów, stwierdziłam w myślach.
-Więc przed końcem szkoły nasza wychowawczyni ogłosiła konkurs.Trzeba opisać jakieś dzikie zwierze, ale wie pan tak ze szczegółami.My osobiście wiemy o wilkorach mało-zmyśliłam wszystko na poczekaniu.Ku mojemu zdziwieniu odezwała sie Agnes.
-No właśnie a bardzo nam zależy, żeby wygrać-powiedziała słodkim głosem.Facet westchnął i sięgnął ręką po jakąś grubą książke.Zaczął szukać jakieś strony.
-Nie rozumiem tylko czemu wilkory?Przecież o nich wiecie jak sądze najmniej.Nie mogłyście wybrać jakiegoś innego zwierzaka?-spytał
-Nie bo wilkory są ciekawe-odpowiedziałam.Facet położył otwartą na właściwej stronie książke przed nami.Sięgnęłam po jedną kartkę leżącą na stole i długopis.
-Więc tak wilkory to odmienny gatunek wilków.Są o wiele groźniejsze.Dorosły wilkor dosięgał by wam gdzieś do klatki pierśiowej.Są nie tylko większe od wilków,ale mają też ostrzejsze i twardsze kły.Wystarcza im kilka sekund by zabić dorosłego niedźwiedzia.-zaczął swój wykład pokazując nam zdjęcia w książce.Ja wszystko zapisywałam-Obecnie w naszym kraju jest tylko kilkanaście wilkorów.Wszystkie znajdują sie w rezerwacie...
-A w jakim mieście ten rezerwat sie znajduje?-przerwałam mu pytaniem
-W Charlubry-odpowiedział-Jest ich jak mówiłem niewiele ponieważ policje próbowały je oswoić.Co niestety im sie nie udało.Mieli u siebie ponad setke wilkorów.Gdy myśleli,że są już oswojone wypuszczali je a wtedy wilkor atakował na ludzi.Prezydent wydał rozkaz pozabijania wszystkich wilkorów, które sie tam znajdowały.Tym oto sposobem pozostało ich niewiele.Co dalej?W tych czasach i to całkiem niedawno bo jakieś dwadzieścia lat temu Dorian Collins oswoił wilkora.Od małego miał z nimi styczność.Zajęło mu to dużo czasu, ale ostatecznie zostali przyjaciółmi Gray bo tak sie nazywa ten wilkor nie dałby nikomu skrzywdzić swojego pana.Chodzi z nim wszędzie i słucha sie go jak wyuczony pies.
-Nie zabrali mu go?-spytałam zdziwiona
-Och nie oczywiście,że nie.Uznali,że nie jest zagrożeniem i całkowicie słucha sie Doriana.A poza tym bali sie do niego podjeść-wyjaśnił z uśmiechem.Agnes westchnęła
-Pozabijać ich pistoletami to sie nie bali...
Wstałam i Agnes za mną.Jeszcze raz przyjrzałam sie zdjęciu ogromnego wilkora a potem spojrzałam prosto w niebieskie oczy faceta.
-Dziękujemy bardzo za informacje.Na pewno nam sie przydadzą-podziękowałam grzecznie-Do widzenia-pożegnałam sie i wyszliśmy pomieszczenia.Ruszyłyśmy chodnikiem w stronę domu Agnes.Spojrzałam na nią i wiedziałam,że zaraz wybuchnie z pytaniami.
-Powiem ci wszystko u ciebie-rzuciłam do niej-tu za dużo ludzi.




Weszłyśmy do jej pokoju i od razu padło pierwsze pytanie
-Po co ci to wszystko wiedzieć?
Westchnęłam kładąc sie na jej łóżku.Zakryłam ręką oczy.Jak mam jej to wyjaśnić.
-Dobra siadaj.Musze ci coś powiedzieć-Agnes usiadła obok mnie zdziwiona.
-Wiem,że to zabrzmi dziwnie,ale umiem rozmawiać,ze zwierzętami.-wyrzuciłam z siebie szybko, ale dobrze wiedziała, że Agnes zrozumiała.Patrzyła z niedowierzaniem.Przez chwilę panowała zupełna cisza.Nawet szczekający pies za oknem ucichł.Potem ku mojemu zdumieniu moja przyjaciółka zaczęła sie śmiać jak wariatka.Nie mogła opanować śmiechu i krztusiła sie nim.Wywróciłam oczami.Nie byłam zła widziałam, że tak zareaguje.Powili zaczęła sie uspokajać spojrzała na mnie.
-Dobra a tak na serio?-spytała rozbawiona.Pokręciłam głową
-To prawda.Agnes to prawda-powiedziałam z grobową miną.Agnes przyłożyła mi ręke do czoła.
-Dobrze sie czujesz?-spytała zmartwiona.Odepchnęłam wkurzona jej dłoń.
-Przecież ci mówie prawde-prawie krzyknęłam zrywając sie na nogi-I tak dobrze sie czuje.
Agnes również wstała
-Słyszysz co ty mówisz?Przecież to chore.Twoja wyobraźnia znów zaczyna cie mylić.Musisz umieć odróżnić jawę od rzeczywistości-wypomniała mi.Zagryzłam wargę.Jak jej niby miałam to udowodnić.Agnes nie miała żadnych zwierząt.Mój wzrok trafił na okno.Szybkim krokiem podeszłam do niego otwierając je.Przeleciałam wzrokiem każde drzewo.Na jednej gałęzi siedział kruk.Było on jakieś trzy metry od nas.Poczułam jak Agnes staje koło mnie.Co mam niby do niego powiedzieć.
-Kruku!Kruku-zawołałam do niego wymachując rękami.
-Klara czy ty sie słyszysz ty gadasz do kruka.Kruki...-przerwała otwierając szeroko usta.W tej właśnie chwili owy kruk usiadł na mojej dłoni patrząc sie na mnie swoimi oczkami.Uśmiechnęłam sie z wyższością do przyjaciółki.Agnes zamknęła i otworzyła usta kilkakrotnie.Wskazałam palcem czarnego ptaka i wyjęczała.
-J-Jak?
Spojrzałam na ptaka, który siedział praktycznie sie nie ruszając.Chyba czekał na polecenie.
-Dobra już nic.Możesz lecieć-powiedziałam cicho a kruk uniósł skrzydła i pofrunął na gałąź.Spojrzałam na oniemiałą twarz mojej przyjaciółki.
-T-ty... on tu przyfrunął a potem...O Mój Boże-wykrzyczała i rzuciła sie na mnie ze szczęścia.Nie wiem co sprawiło, że tak nagle wybuchła.Gdy sie opanowała usiadła na łóżku, wskazała ręką miejsce obok siebie.
-Wiesz jakie to wspaniałe?-spytała podekscytowana chowając włosy za ucho-Jeny wszystkie zwierzęta świata są na twoje zawołanie.Przecież ty teraz jesteś nietykalna.Nikt ci już nie podskoczy.
Westchnęłam cicho.Tak to prawda, ale ja nie tego chciałam.Spojrzałam prosto w jej wielkie szare oczy.Chyba dopiero teraz zdała sobie z czegoś sprawe.
-Ale...ale po co ci informacje o wilkorach?-spytała podejrzliwie.Opuściłam wzrok zmieszana.-Mów.
-Chce jednego oswoić.Agnes ja uciekam z domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz